piątek, 29 maja 2015

Rozdział 1 - Jak dobrze być w domu!





Witam wszystkich i przepraszam, bo rozdział miał być w środę, ale brak czasu.
Dziękuję wszystkim za komentarze.
Dagmara Biernat - Dziękuję za poprawione błędy. Mam nadzieję, że się, choć troszkę poprawiłam. Wena na razie obecna tylko czasu jest mniej a w zasadzie to go nie ma.
Fajtłapcia - Cieszę się, że się podoba. Mam nadzieję, że ten rozdział Ci się też spodoba.
Ginger - Nie jestem zła za wytykanie błędów. Prowadzę tego bloga żeby się czegoś też nauczyć, więc jeśli wytkniesz mi je i tym razem będę wdzięczna
Dagna Płecha - Zła wiadomość. To nie będzie yaoi. Na pewno nie głównych postaci, może gdzieś tam jakiś wątek się pojawi, ale na razie nie ma tego w zarysie. Dropsio może nie tyle, co zły a manipulancki i wkurza to kilka postaci. Więcej nie zdradzę.
sher Lock - Wiem, że trochę za szybko poleciałam z akcją, ale chciałam jednak trochę informacji w prologu zawrzeć. Bo rozdział pierwszy zaczyna się, kiedy Harry ma kończy 5 rok szkolny. Opisy cóż nienawidzę ich pisać, ale jest ich w tym rozdziale o wiele więcej. Rozdział 1 i pewnie kilka kolejnych będzie po to, aby wprowadzić czytelników.

Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję, za wszystkie wytknięte błędy i pomocne sugestie. I raczej na pewno znajdą się błędy znowu jakieś. Ale cóż to moje początki, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie. A teraz zapraszam do rozdziału 1.

Rozdział 1 - Jak dobrze być w domu!


Harry wyszedł z pociągu. Na peronie pożegnał się z Ronem i Hermioną. I przeszedł przez ścianę oddzielającą peron 9 i ¾ od świata mugoli.
-Dzień dobry wuju.
Na peonie zobaczył wuja Vernona.
-Idziemy chłopcze.
Obaj poszli na parking, wsiedli do samochodu i pojechali.
-Jak rok szkolny?
-Okropny tato. – Westchną.
Pod postacią wuja Vernona krył się James Potter, który wypił eliksir wielosokowy. Mężczyzna był uznawany za zmarłego od 31 października 1981 roku. Aby zrozumieć jak przeżył trzeba cofnąć się do czasów Grindelwalda. Była wtedy dość często używana klątw „Calidum sanguinem”, która należy do działu Czarnej Magii. Powodowała on zagotowanie się krwi. Jak to zwykle bywa na klątwę szukane są tarcze i źródła leczące skutki. Między innymi powstało wtedy zaklęcie lecznicze „Paulatim refrigerandum” miało ono za dużo minusów, aby było używane. Parę lat potem James Potter auror znalazł je w archiwum Munga. Najbardziej zainteresowały go właściwości zaklęcia: uzdrowiciel jak i pacjent zapadają w długoletnią śpiączkę i wszystkie procesy życiowe zostają wstrzymane do obudzenia, przez półgodziny od czasu działania nie działają inne zaklęcia. To dzięki temu wywiną się śmierci. Za nim Voldemort trafił go Avadą James rzucił na siebie „Paulatim refrigerandum”.
-Pisałeś o jakiejś ropusze. – Ojciec wspomniał o jednym z listów z Hogwartu.
-Wredna baba. Chłopaki już przyjechali?
-Nie, wracają za dwa dni. – Odparł, po czym uśmiechną się z dziwnym błyskiem w oku. – Harry, musiałeś nadać swoim uczniom nazwę od dyrektora? Lepiej brzmiałaby nazwa Gwardia Pottera.
-Czyżby za duże ego się odzywało? – Spytał zuchwale.
-Jak ty się do ojca odzywasz?- Starał się nadać swemu głosu oburzony ton, ale wszystko popsuł, śmiejąc się na koniec.
Zatrzymali się na jakimś parkingu. Poszli w zaułek i James wyjął świstoklik.
-Jak dobrze być w domu. – Powiedział Harry, gdy stanęli u bram zamku, wdychając górskie powietrze połączone trochę z zapachem oceanu.
 Zamek zbudowany był z białej cegły, a dach z ciemnej dachówki. Okna były typowo gotyckie. Budynek miał całą masę wieżyczek. Podjazd do zamku był ogromny. Zamek był otoczony murem z czerwonej cegły z ogromną wspaniałą bramą. Znajdował się w dolinie w górach i był otoczony lasem.  Ogólnie wszystko znajdywało się na wyspie na oceanie Atlantyckim.
Cała wyspa była otoczona taką ilością tarcz, że nie dało się jej znaleźć, jeśli nie zostało się wprowadzonemu. Teleportować tam też się nie dało. Można było do niej dostać się świstoklikiem oraz na magicznych stworzeniach, ( które kiedyś były na wyspie, bo inaczej by jej nie odnalazły).
-Harry! – Powitała go mała dziewczynka.
-Cześć Shaula! Jak minął Ci czas? – Dziewczynka miała 11 lat i w tym roku szła do szkoły magicznej.
Shaula jest córką Regulusa i Anny Black. Ma ciemne brązowe oczy, mały zadarty nosek, różowe usteczka, kości policzkowe miała delikatnie podniesione oraz jasną cerę. Włosy ma brązowe i proste. Jest dość wysoka oraz bardzo szczupła.  Jest bardzo żywiołowym dzieckiem, wiecznie uśmiechniętym, ale potrafi być wredna, gdy kogoś nie lubi.
-Nudno. Wiesz, że ciocia Dorcas jest w ciąży? Będzie miała dzidziusia!
-Naprawdę? Skąd wiesz?
-Słyszałam jak wuj Łapa mówił o tym tacie.
-Podsłuchiwałaś?
-Tak. – Na co Harry się zaśmiał.
-Mały diabeł.
Czarnowłosy młodzieniec poszedł do swojego pokoju.
Jego pokój był w kolorze jasnego beżu, tyko jedna ściana była w kolorze ciemnej czekolady. Na środku stało łóżko, a po obu stronach były szafki nocne. Nad nimi wisiały dwie lampy, które dawały trochę przyćmione światło. Naprzeciw posłania stała ciemno brązowa komoda, a nad nią wisiał obraz mężczyzny, który teraz spał. W pokoju znajdował się jeszcze fotel obity białym materiałem z dodatkami ciemno brązowego drewna, a przy nim stała lampa.
Z sypialni można było przejść do łazienki, garderoby i gabinetu Harry’ego.
Chłopak rozpakował się i poszedł znaleźć kogoś, z kim mógłby spokojnie porozmawiać.
-Cześć. – Przywitał się z Dawidem, gdy wszedł do laboratorium.
Dawid Potter jest najstarszym synem Jamesa i Lilly. Rodzice podpisali porozumienie ze swoimi przyjaciółmi, że będą ich dzieci traktować jak swoje i dzięki temu chłopaka wychował Aro i Julia Malfoy. Jest mieszanką rodziców i dziadków z wyglądu. Ma orzechowe oczy i brązowe włosy do ramion. Posiada również kilku dniowy zarost. Jest wysoki i lekko opalony.
Uwielbia spędzać czas ze swoim rodzeństwem. Jest gotów zamordować z zimną krwią, jeśli ktoś coś zrobi jego rodzinie. Jest zawzięty, uparty i ambitny. Potrafi wyśmienicie latać na miotle. Zaraz po skończeniu szkoły zrobił Mistrzostwo z Eliksirów.
-O! Witaj Harry! – Odparł z uśmiechem. – Kiedy wróciłeś?
-Jakąś godzinę temu. Co robisz?
-Tojadowy dla Luniaczka.
-Pomóc?
-Zawsze się przyda. Pokrój figi. Jak SUMy?
-Myślę, że mi źle nie poszły. Transmutację rozumiem, z OPCM mógłbym zdawać Mistrzostwo dzięki pomocy wuja Regulusa, Zielarstwo jest w miarę. Z zaklęciami nigdy problemu nie miałem. Astronomia jest częścią Starożytnej Magii, a więc poznałem ją dość dobrze. Wróżbiarstwo nie jest nikomu potrzebne.  Eliksiry rozumiem dzięki temu, że pomagam Tobie i Alex’owi. Z większością magicznych sworzeń się spotkałem jak nie na zajęciach to na naszych podróżach z ekipą. Tylko zastanawiam się nad Historią.
-A, co się stało?
-Tomowi się nudziło i nasłał na mnie wizje.
-Ale odpowiedziałeś chodź trochę?
-Tak, zobaczymy jak mi poszło. – Nagle coś zwróciło uwagę Dawida.
-Pokaż mi ręce. – Harry zaskoczony spełnił prośbę, a starszy chłopak złapał jego prawą dłoń i przekręcił na drugą stronę. – Co to za blizna?
-Po krwawym piórze.
-Kto?
-Nieważne – oczy Dawida spojrzały na Harry’ego.
-Harry nie musisz wszystkich swoich problemów sam rozwiązywać.
-Wiem. Ale akurat tego Ci nie powiem. – Starszy z braci przyglądał się młodszemu przez chwilę w milczeniu. Po czym westchną.
-Zrobię maść. Ślady znikną całkowicie, jeśli przez miesiąc będziesz ją wcierać w rękę.
-Dobrze.
-A teraz chodź. Zaraz będzie kolacja.
Obaj opuścili laboratorium i skierowali się do jadalni, zauważyli, że wszyscy już są.
Podłoga jadalni była z jasnego drewna. Ściany były w kolorach wanilii, na trzech ścianach były okna, a ich ramki miły ciemno brązowy kolor takiego samego koloru jak stół, który stał na środku pomieszczenia. Krzesła miały bordowe obicia ten sam odcień miały zasłony przy oknach.
Naprzeciw Harry’ego siedziała Shaula. Która uśmiechnęła się do niego, gdy podszedł do stołu. Koło niej siedział jej ojciec –Regelus Black. Mężczyzna miał orle spojrzenie i rzadko coś umykało jego uwadze. Był wysokim brunetem o szarych oczach. Kiedyś był Śmierciożercą, ale przystąpił do nich ze względu na rodzinę oraz dlatego że nie miał pełnego obrazu Voldemorta. Kiedy się przekonał, do czego ten człowiek jest zdolny, wymyślili z bratem i Jamesem jak upozorować swoją śmierć. Miał on Mistrzostwo z OPCM. Uwielbia uczyć tego przedmiotu. Przekazał Harry’emu wszystko, co sam umiał.
Naprzeciw Regulusa siedziała jego żona Anna Black pochodzi z czystokrwistego rodu de Miskroki z Francji. Dość wysoka szatynka o brązowych oczach. Kobieta o wielkiej cierpliwości. Mająca świetną rękę do roślin.
Przy stole siedziała jeszcze siostra Anny Julia. Jest wysoką blondynką o brązowych oczach wiecznie uśmiechnięta. Potrafi rozbawić największego smutasa i wciągnąć go w rozmowę.  Jej ulubionym przedmiotem w szkole była Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami. Julia Malfoy to osoba, która wpoiła swoim dzieciom miłość do rodziny, którą sama bardzo szanowała. Bardzo lubi dzieci, dlatego troszczyła się o wszystkie dzieci w zamku.
Jej mąż Aro Mafoy jest wysokim blondynem o stalowym spojrzeniu. Jest bardzo podobny do swego brata jednak miał krótkie włosy w przeciwieństwie do Lucjusza. James często mówił, że to największym zakupoholikiem na świecie. Najbardziej cenił swoich przyjaciół i rodzinę. Ma również Mistrzostwo z Eliksirów to on wszczepił miłość do tego przedmiotu Alex’owi i Dawidowi. Nie chce przyłączyć się do żadnej ze stron musiał uciec z kraju. Przed opuszczeniem kraju udziela wywiadu, w którym odsłania złe strony Voldemorta oraz manipulacje Dumbledore. Znajduje się na celowniku obu panów.
Przy stole siedział również Syriusz Black z żoną. Najlepszy przyjaciel Jamesa. Parę lat temu uciekł z Azkabanu. Nikt prócz rodziny nie wie, że jest niewinny.  Pomimo że ma 38 lat nadal uwielbia płatać wszystkim figle.
Jego żona Dorcas Black z domu Meadowes. Jest brunetką o niebieskich oczach. Często się zastanawia czy jej mąż kiedyś dorośnie. Lubi trochę ponarzekać na Syriusza jednak każdy wie, że ona nie wyobraża sobie życia bez niego. Pomimo że mężczyzna został zamknięty na kilka lat ona nie ułożyła sobie życia z nikim innym. Zawsze jest miła, ale potrafi być uparta i stanowcza. Kiedyś chciała być uzdrowicielem w Mungu, ale potem zaczęła robić misje dla Zakonu i stwierdziła, że nie da rady pracować z krwią. Została reporterką w Proroku. To ona jest autorką wywiadu z Aronem Malfoyem. Gdzie jej rozmówca miesza z błotem i Dumbledore i Voldemorta. Podstępem udaje się go wydrukować. Po paru dniach musiała zniknąć. W czym pomagają jej James i Syriusz. A Aro udziela jej schronienia.
Ostatnią osobą przy stole jest James. Który teraz parzył z dumą na swoich synów. Kochał on najbardziej swoje pociechy i nie da ich w nic wmanipulować.
Cały obiad minął spokojnie. W momencie, gdy wszyscy zaczęli już powoli się podnosić do Sali wszedł Seth Snape.
-Dobry wieczór wszystkim.
-Witaj Seth. Chcesz coś zjeść? Właśnie skończyliśmy, ale jak jesteś głodny to skrzaty zaraz Ci coś podadzą. – Powiedziała Julia Malfoy.
-Nie dziękuję jadłem w domu. W zasadzie to przyszedłem do Harry’ego.
-W porządku. Chodź – powiedział wymieniony młodzieniec i podniósł się, razem ruszyli ku kwaterom Potterów.
-Kiedy skończył Ci się rok szkolny?
-Wczoraj. A kiedy twoi bracia wracają?
-Za dwa dni. Nie chciałeś zostać trochę z ojcem?
-Chciałem. – Odparł krótko, a Harry mu się przyjrzał.
Seth jest średniego wzrostu chudym chłopakiem. Ma ciemnobrązowe oczy i włosy oraz jasną karnacje. Jest to raczej skryty i nieśmiały. Potrafi się otworzyć przed swymi przyjaciółmi. Z Harrym poznał się przez przypadek i gdyby jego ojciec odkrył tę znajomość zamknąłby swego syna na klucz w domu i wypuszczałby go na czas posiłków. Chłopak ma jakąś awersje do laboratoriów i nie wchodzi do nich, jeśli nie musi. Uwielbia ćwiczyć z białą bronią.
-A, więc, o co chodzi?- Spytał Harry, gdy dotarli do salonu Potterów urządzonego w kolorach Gryffindoru – Co się stało?
-Chciałem spędzić dzisiejszy wieczór tylko z ojcem. Ale on oczywiście nie ma czasu. Czarny Pan i Dumbledore są ważniejsi niż własny syn.
-Nie mów tak. On Cię kocha i chce dla ciebie lepszej przyszłości. Wiesz, że musi odpowiedzieć na wyzwanie.
-Wiem. Po prostu czasami już nie mam sił czekać aż znajdzie dla mnie trochę czasu. Poćwiczymy szermierkę?
-Ratunku. – Jęknął Harry, za co oberwał poduszką – Ej. Znowu przegram.
-Jeśli ćwiczyłeś to może mnie pokonasz?
-Jaja sobie robisz? W pojedynku na zaklęcia mogę mieć jakąś szansę, ale nie na białą broń.
-Pozwolę ci wybrać. Miecz, szabla rapier czy szpada?
-Rapier. – Wymamrotał wiedząc, że się nie wywinie.
Przeszli do pokoju ćwiczeń. Oczywiście tak jak Harry przewidział ani razu nie udało mu się przechytrzyć Setha. Młody Snep jest wprost niedościgniony w walkach na białą broń.
Potem się pożegnali i syn Mistrza Eliksirów wrócił do swego domu.
Harry wziął prysznic przebrany w krótki spodenki do spania poszedł do pokoju.
-O patrzcie państwo któż to wrócił.- Odezwał się mężczyzna z obrazu.
-Cześć Sal! Cześć Kissis! – Powiedział w wężomowie. Obraz przedstawiał mężczyznę po czterdziestym roku życia. Siedział on na ciemno zielonym fotelu, a u nóg miał węża. Mężczyzna nazywał się Salazar Slytherin, a wąż Kissis.
-Witaj Harry – odparł wąż –Jak rok szkolny?
-W porządku. Jak każdy. Cieszę się, że jestem już w domu.
-Ja tęż się cieszę, że już wróciłeś. Sal też się cieszy tylko tego nie okazuje .– Odparł wąż.
Harry przyjrzał się mężczyźnie, a potem się uśmiechnął –Wiem.
Wtedy ktoś zapukał.
-Proszę. – Do środka wszedł Dawid niosąc dwa parujące kubki.
-Ktoś tu zamawiał czekoladę?
-Dawid, ubóstwiam Cię.
-Tak wiem. – Odparł z dumnym uśmiechem i usiadł na łóżku i podał kubek bratu.
-Pyszna.
-Seth był jakiś nie swój.
-Tylko na początku. Potem wziął mnie na walkę białą bronią i mu przeszło.
-To pomaga mu się odstresować. Znowu jego ojciec nie miał dla niego czasu?
-Tak.
-Dobrze, że ma takich przyjaciół jak wy. – Zamilkli na chwilę – Wuj Aro coś kombinuję. Coraz częściej wspomina o powrocie do Anglii.
-Najpierw musi sobie przygotować grunt. Nie wróci od tak.
-To prawda. Myślisz, że kto by dopadł go pierwszy jak by dzisiaj wrócił. Severus i Lucjusz wściekli, że się nie odzywał przez tyle lat czy Albus i Tom za tamten artykuł.
 -Stawiałbym na kogoś z tej pierwszej dwójki potrafią działać szybko i skutecznie. Nie zdziwiłbym się gdyby go razem dorwali.
-Pewnie masz rację. Ciekawe, czy najpierw by go zaczęli wyzywać, czy wyzwaliby go na pojedynek z zamiarem posiatkowania go.
-To byłoby ciekawe przedstawienie.
-Dobra mały, kładź się.
-Nie jestem mały. – Odparł z oburzeniem, ale spełnił polecenie.
-Podaj mi prawą rękę. – Młody Mistrz Eliksirów wyjął mały słoik, w którym była zielona substancją i zaczął powoli wmasowywać ją w bliznę.
Młodszy z chłopaków szybko usnął. Dawid uśmiechnął się i po chwili skończył zabieg i przykrył brata kołdrą. Wziął kubki. –Dobranoc Harry. – Zgasił światło i wyszedł.

poniedziałek, 18 maja 2015

Prolog



Wszystko zaczęło się w wakacje Harry'ego Pottera między pierwszym a drugim rokiem szkolnym. Trzy dni temu Harry wrócił z Hogwartu. Dziś po zrobieniu śniadania, sprzątnięciu salonu, umyciu wszystkich okien, zostało mu tylko sprzątnięcie łazienki. Wtedy zabrzmiał dzwonek do drzwi.
-TY!!! – usłyszał podniesiony głos ciotki. Zaciekawiony podszedł do barierki przy schodach –Co ty tu robisz?!
-Uspokój się Petunio i mnie wpuść, albo twoi sąsiedzi będą mieli darmowy show – po chwili mężczyzna wszedł do środka.
-Co ty tu robisz? Przecież powinieneś być martwy od tylu lat.
-No, co ty nie powiesz? Wyobraź sobie, że żyję. A teraz zawołaj Harry’ego, zabieram go ze sobą.
-Znalazł się idealny tatuś.
-Wyobraź sobie kobieto, że byłem w śpiączce i dopiero w marcu się obudziłem. Harry chodź tu do nas – chłopak posłuchał i zszedł po schodach. Po czym staną zamurowany. W przedpokoju stał mężczyzna bardzo do niego podobny.
-Tata? – zapytał oszołomiony.
-A kto inny? Przecież nie wuj Albert! Ten stary cap nie wróci już chyba nigdy do Anglii. Harry może przywitasz ojca jak należy – chłopak podbiegł i się przytulił, na co mężczyzna się zaśmiał i podniósł go do góry.
-Jakie wzruszające – syknęła kobieta.
-Zamknij się Petuniu! Albo nie! Podam ci eliksir, który cię wyciszy przez tydzień. O Merlinie! Ale świat będzie mi wdzięczny – Harry zaśmiał się na ten komentarz. James mrugnął do niego, potem mu się przyjrzał. – W co ty jesteś ubrany młody człowiek? Na brodę tego starego pryka zabrzmiałem jak Mafoy! Co robiłeś?
-Sprzątałem.
-Rozumiem to, dlatego jesteś tak ubrany? Idź się przebrać i spakuj. Zabieram Cię do domu.
-Ale to mój codzienny strój.
-Jak to codzienny? PETUNIA! – wydarł się, pomimo że kobieta stała tuż obok – Czy ty żałowałaś pieniędzy na strój dla mego dziecka? Spakuj, co tam chcesz i idziemy na zakupy.
-Ale moje rzeczy szklone są zamknięte w schowku.
-Prowadź! – po chwili Harry wziął swój kufer – chcesz coś jeszcze wziąć?
-Nie tato.
-Żadnej zabawki nic? Już więcej tu nie wrócisz!
-Nie mam żadnych zabawek.
-Dobrze ja muszę coś jeszcze powiedzieć twojej ciotce. PETUNIO DURSLEY! Czy ciebie do reszty pogrzało? Ty jesteś potworem… - wykład trwał ponad godzinę i nic nie zapowiadało końca. Ale przerwał na chwilę i wyjął małe lusterko – Czego?
-Dlaczego jeszcze nie wróciłeś? – odezwał się męski glos z lusterka.
-Bo muszę coś załatwić. A w zasadzie to potrzebuję twojej pomocy.
-Słucham ja Cię uważnie.
-Widzisz chodzi o to, że… Musimy… Zacznę od tego… Rozumiesz nie?
-Nie – odezwała się rozbawiony głos. James wymamrotał coś pod nosem – Nie zrozumiałem jeszcze raz proszę.
-Muszę wymienić całą garderobę Harry’ego.
-Całą? Calusieńką?
-Tak, łącznie z bielizną.
-Spotykamy się za pięć minut w Le Casse Noix.
-Będę tego żałował – mrukną pod nosem. Następnie nałożył przekleństwo na Petunię, aby nie mogła przekazać nikomu, że widziała dziś zmarłego szwagra. Wziął Harry’ego pod rękę i się teleportował
Harry czuł się dziwnie aż musiał usiąść. Żołądek mu wirował.
-Wszystko w porządku? – spytał James.
-Chyba tak – następnie się rozejrzał i zobaczył Wieże Eiffla – My jesteśmy we Francji?
-Tak. Poznasz jednego z moich przyjaciół. To istny zakupoholik, ale trzeba powiedzieć, że gust to on ma. Poznałeś może Lucjusza Malfoya?
-Nie, ale jego syna tak. Dupek, jakich mało.
-Pewnie wdał się w ojca. Aro jest bratem bliźniakiem Lucjusza. Jest bardziej sympatyczniejszy niż ten drugi Mafoy.
Weszli do restauracji. I siedli przy oknie. Po chwili dosiał się do nich blondyn z chłopakiem w jego wieku.
-Harry poznaj Aro Malfoya i jego syna Alexandra.
-Miło mi pana poznać.
-Mi ciebie też młodzieńcze. Nie mogłeś go, chociaż normalnie ubrać?
-On nie ma normalnych rzeczy. W innym przypadku nie prosiłbym cię o pomoc.
-Pewnie masz rację, ale zanim pójdziemy na zakupy to coś zjemy.
Alexander usiadł obok Harry’ego a Aro koło Jamesa naprzeciwko chłopców. Mężczyźni omawiali jakiś artykuł o polityce.
-Mów mi Alex. Chodzisz do Hogwartu? Prawda?
-Tak.
-Też bym chciał. Niestety ojciec nie może się nawet pokazać w Anglii, więc nawet nie było mowy o tym, aby zapisać mnie do tej szkoły. Uczę się w szkole w Australii. Opowiedz, jaki jest Hogwart?
-Wspaniały. To piękny zamek.
-Słyszałem o podziale na domy. Jak on się odbywa?
-Jak przybywasz do szkoły, przed pierwszą ucztą Tiara przydziału- taki magiczny artefakt decyduje jaki z domów będzie najlepszym odwzorowaniem Twojego charakteru.
-I gdzie Cię przydzieliła?
-Do Gryffindoru.
-Moja krew! – wykrzyknął James wcale się nie kryjąc, że ich podsłuchuje.
Po chwili kelnerzy przynieśli obiad. Harry spojrzał przerażony na sztućce przed nim.
-Nigdy nie jadłeś homara?
-Nie.
-Zobacz. – Alex pokazał mu jak go jeść. Harry stwierdził, że chłopak bardzo różni się od swego kuzyna. Często się śmiał i starał się rozbawić Harry’ego.
***
Czarnowłosy chłopak szybko odkrył, dlaczego ojciec nie chciał iść na zakupy z Malfoy’ami. Po pięciu godzinach Harry przestał liczyć ile ubrań kupili. I bardzo się ucieszył, gdy właściciele zaczęli zamykać sklepy. Za to przeraził się, gdy odkrył, że to nie koniec męczarni. Ogólnie spędzili dwa dni w Paryżu, jeden w Nowym Jorku i jeden w Sydney a spędzali je chodząc od butiku do butiku.
-Harry w końcu dzięki Merlinowi przeżyliśmy zakupy z tymi dwoma sadystami. Jedziemy do domu.
-I poznam Dawida, Leona, Michaela i Alice? – w czasie zakupów młody Potter dowiedział się, że ma o trzy lata starszego brata Dawida, sam urodził się, jako trojaczek, (ponieważ jego chrzestny poczęstował jego matkę eliksirem na ciąże mnogą i nikomu o tym nie powiedział) oraz o rok młodszą siostrę.
-Tak.
-Mam nadzieję, że Rigel i Leon nie wysadzili domu – mruknął Aro.
Wszyscy złapali świstoklik i przenieśli się przed zamek.
-Łał.
-Witaj w domu Harry!- powiedział z uśmiechem James. Zamek był trzy razy większy od Hogwart.


Przepraszam za wszystkie błędy, jakie się dopuściłam.  Mam nadzieję, że mnie poprawicie jak coś znajdziecie.