sobota, 26 marca 2016

Rozdział 3 Najgorsze tortury świata



Wszystkim moim czytelnikom życzę miłych, zdrowych, rodzinnych świąt wielkanocnych.
Dziękuję za komentarz Zuzi oznacza on, że jednak ktoś jeszcze na mojego bloga zagląda.

Rozdział 3 Najgorsze tortury świata

Alice obudziła się, jako pierwsza. Ona, Harry, Leo, Michael i Seth spali na dywanie. W bardzo ciekawych pozycjach. Ona miała głowę na kolanach Harry’ego a na jej nogach spał Leo, Harry spał na kolanach Michaela. A on z kolei miał głowę na kolanach Leona. Tworzyli dziwny kwadrat. A za to Seth miał głowę na brzuchu Wybrańca a jego nogi znajdowały się na klatce piersiowej pałkarza niebezpiecznie blisko jego nosa. Na fotelach spał Alex i Rigel a siostry Malfoy były rozwalone na dwóch sofach.
Delikatnie położyła głowę brata na miękkim dywanie. Nie przewidziała jednak, że noga młodego Snepa przesunie się jeszcze bliżej twarzy Leona.
-Co tak śmierdzi? – Mruknął będący jeszcze w krainie snów pewien żartowniś. Otworzył jedno oko. – Spadaj z tymi nogami Seth!!
-Co za miła pobudka! – Powiedział Harry.
-Prawda. – Odezwał się zaspany Snep. Michael rozejrzał się jeszcze nie całkiem obudzony.
-Zamknijcie się wy wszyscy. – Wymamrotał Alex.
-Słońce jeszcze nie wstało, więc idźcie spać. – Mruknęła Emma.
-Słońce nie wstanie, bo pada. –Zauważył Harry.
-Cicho! – Tym razem odezwała się Wiktoria.
Seth wskazał na korytarz dla tych, którzy się już obudzili, czyli dla rodzeństwa Potter.
-Czas chyba wracać do domu. – Powiedział Michael, gdy wszyscy już byli na korytarzu.
-Przyjdziesz do nas na śniadanie?- Zapytał Harry Setha.
-Jeśli nie będę przeszkadzać – po zapewnieniu, że spokojnie może do nich wpaść. Wszyscy przenieśli się na wyspę i poszli na śniadanie do kwatery Potterów.
-Tato!!! Idźże obudź kogoś innego masz tyle dzieci nie musisz budzić ciągle tylko mnie! – Usłyszeli na wstępie zirytowany głos Dawida.
Usiedli przy stole czekając na dwóch najstarszych Potterów.
-Patrz wrócili. – Powiedział jeszcze zły dziedzic fortuny.
-Widzę. Cześć dzieciaki! – Przywitał się James. Za ostatnie słowo dostał różnego stopnia zirytowane spojrzenia.
-Więc jak było na imprezie? – Zapytał Dawid, po powitaniu.
-W porządku. Dobrze się bawiliśmy. – Odpowiedziała Alice.
-A dziś jakieś plany?
-Nie raczej nie. – Powiedział Michael.
-Ja tak do obiadu mam lekcje u wujaszka Regulsa.
-Nadal? Czego on Cię jeszcze uczy? – Zdziwił się Leo.
-Omawiamy poszczególnych Śmierciożerców ich mocne i słabe strony oraz ich style walki. Czyli to, co może mi się przydać w walce z nimi.

-Gzie TY się podziewałeś przez CAŁY DZIEŃ!!! – Przed obiadem Harry spotkał Alexa.
-Dzień jeszcze trwa. – Zauważył Wybraniec.
-POTTER!!!
-Miałem zajęcia z wujaszkiem, więc się uspokój.
-Nie mogłeś mi powiedzieć?
-Spałeś.
-Przyjmuję wyjaśnienia, ale to ostatni raz. Znaj moją łaskę. – Harry przerzucił tylko oczami przyzwyczajony, że młody Malfoy lubi uważać się za najważniejszą osobę na świecie. Dlatego od czasu do czasu, zachowywał się jak rozpieszczona księżniczka.
-Co zaplanowałeś?
-Nic po prostu wszyscy spotykamy się w u nas w głównym salonie.
-A wszyscy to znaczy, kto?
-Ja, ty, twoje rodzeństwo, Rigel i Seth.
-Rozumiem. Po prostu spędzamy razem czas?
-Tak.
-Gdzie idziemy?
-Do mnie na obiad.
-O nie, dziś jemy u mnie. – Wywiązała się walka na spojrzenia.
-Co robicie? – Zapytał Leon podchodząc do nich.
-Idziemy do nas na obiad. – Odparł Harry z uśmiechem a Alex przewrócił oczami mamrocząc coś o „Kretyńskich debilach, z którymi on biedny się przyjaźni”.
Obiad przebiegł spokojnie, Alex boczył się przez jakieś pięć minut, a potem zupełnie mu przeszło.

Przez ostatnie dwie godziny grali w eksplodującego durnia i gargulki.
-Nudzi mnie to. – Powiedział w pewnej chwili Alex.
-To ty to zaproponowałeś. – Zauważył Seth.
-A, co teraz proponujesz?- Alex zamyślił się w pewnej chwili oczy mu zabłysły, co oznaczało tylko jedno. Wszyscy jak jeden mąż uciekli z pomieszczenia.
-Możemy pójść na zakupy. – Powiedział Malfoy zauważając, że został sam w pomieszczeniu. To oznaczało, że nadszedł czas na polowanie na członków eskapady na zakupy. Z ciężkim westchnieniem wstał myśląc już gdzie może znaleźć poszczególne osoby.
Najpierw skierował się do laboratorium gdzie zastał swego ojca. Bez słowa przeszedł na około sali. Aro zaczął się śmiać domyślając, co się dzieje. Od kilku lat polowania Alexa zdarzały się regularnie trzy razy w roku: na początku i na końcu wakacji oraz na święta Bożonarodzeniowe.


Harry wyznając zasadę „Pod latarnią najciemniej” ukrył się w garderobie Alexa. Za ubraniami, które Malfoy kupił 2 lata temu.
Następnego dnia wyszedł ze swojej kryjówki dopiero w południe, gdy miał już pewność, że zakupowicze poszli na zakupy. W salonie natkną się na Annę Black i Julię Malfoy.
-Witam obecnych! – Powiedział – Alex już poszedł?
-Tak. Swoją drogą gdzie się ukryłeś?
-W jego garderobie.
-Dobra kryjówka. – Powiedziała pani Malfoy śmiejąc się wraz z siostrą.


-Co myślicie o turnieju Quidditcha dla młodzieży? Zorganizowanym tak, aby każda szkoła miała swoją drużynę? – Spytał Aro w czasie kolacji.
-Ciekawy pomysł nie powiem. – Odparł Regulus, marszcząc brwi w zastanowieniu.
-Ale? – Zapytał James.
-Bardziej stawiałbym na umysł.
-W znaczeniu, że co?
-Coś wymyślę, dajcie mi dzień.
Harry już po reakcji dorosłych osób poznał, że ten pomysł bardziej przypadł im do gustu. Zresztą nawet nie musiał widzieć ich twarzy w tym domu od zawsze stawiało się na inteligencję i wiedzę, co do tego wszyscy byli zgodni.

-Dlaczego Dawid zostawił Ci słoiczek z maścią? – Spytał James, gdy zostali sami z Harrym wieczorem. Dawid poszedł do swoich znajomych z uniwersytetu, Leon i Michael zostali złapani przez Alexa a Alice również wybrała się na zakupy z Emmą i Wiktorią.
-Czy ty się zawsze wszystkiego musisz dopatrzyć?
-Przypominam, że jestem twoim ojcem i zajmuję się całą waszą piątką. I jeden z moich podopiecznych nazywa się Leon Potter.
-Tak mając go na głowie lepiej być spostrzegawczym. Swoją drogą nie zrobili nic by narazić się na niebezpieczeństwo utraty życia. – Powiedział mając na myśli swego brat i Rigela.
-Wakacje dopiero się zaczęły.
-Tato oni nie potrzebują 3 sekund, aby zrobić coś durnego!!!
 -To to ja wiem.
-Obejrzymy jakiś film?
-Włącz coś. Przynieść ci piwo kremowe czy colę?
-Piwo!
-Po, co ja się pytałem? Przecież znałem odpowiedź.

Wieczorem, gdy Harry poszedł do swojej sypialni postanowił zajrzeć do głowy Volemorta gdyż przez dzień wyczuwał u niego mocne zdziwienie i niedowierzanie połączone z lekkim rozbawieniem.
-By czynić zło, sposoby zna. Wkrótce będziesz duży, każdy ci to wróży z nas. Nie bój się i tyle to dzięki swojej sile fruniesz sam aż hen do gwiazd… – Usłyszał, gdy wszedł do głowy gada. Młody Black śpiewał Tabalugę będąc pod Crucio. Harry stwierdził, że musiał wziąć on eliksir, który miał sprawiać, że nie czuje się bólu po niektórych klątwach. Tyle, że ten eliksir przeszedł pozytywnie dopiero pierwszą fazę testów.
Wybraniec zaczął się zastanawiać czy najpierw się załamać nad głupotą przyjaciela, czy iść i go ratować. Wiedział, że syn Syriusza ma przy sobie bardzo silny świstoklik, który prawdopodobnie przedrze się przez bariery w Czarnym Dworze.
W między czasie zmienił się repertuar na piosenkę tytułową Muminków.
Harry wrócił do swojej głowy. I postanowił namierzyć Rigela.
-Coś się stało? – Zapytał James widząc minę syna, gdy ten mijał go w salonie.
-Za szybko się pospieszyłem mówiąc o tych kretynach. Niebezpieczeństwo piątego stopnia plus oczywiście dureń Black.
-Powodzenia w ratowaniu.
-Nie dziękuję. Poproś Dawida, aby był tu za jakąś godzinę. – Harry przeniósł się świstoklikiem do Potter Manor.
Który wcale nie był w Dolinie Godryka jak wielu uważało tylko po zachodniej stronie Anglii blisko północnej granicy z Walią. Potem nałożył na siebie silne zaklęcia maskujące oraz niewidkę i kazał różdżce go prowadzić. Trafił do Szkocjii. Zaczekał aż jakiś śmierciożerca otworzy drzwi. Po kilku minutach błądzenia natkną się natkną się na śmierciożerców którzy prowadzili więźniów do lochów na noc. Między tymi ludźmi znajdywał się Black. I Harry po prostu poszedł za nimi.
Po zamknięciu celi Śmierciożercy wyszli.
- Rigel. – Szepnął Wybraniec do przyjaciela, który stał przy kratach. Podał mu gazetę. – Przekaż ludziom ten świstoklik
-Ej ludzie! To zabierze was w bezpieczne miejsce!!! Tylko każdy musi się tego trzymać!
Gdy po kilku minutach przekonywania więźniów, aby mu zaufali. Każdy mugol trzymał gazetę.
-I, co teraz? – Zapytała jakaś dziewczyna.
-Ministerstwo. – Odparł z uśmiechem Rigel.
-Ministerstwo? – Spytał ktoś zdziwiony a że było to hasło odblokowujące, świstoklik się aktywował.
-Wiedziałem, że po mnie przyjdziesz?
-To, dlatego nie użyłeś swojego świstokliku, który jest wszczepiony w twoją łopatkę?
-Zły jesteś?
-Wiesz, że wystarczyłyby dwa słowa a ty byś umarł?
-Za nim klątwa by mnie dopadła, bym go aktywował i się przeniósł do domu.
-Jesteś czasem takim kretynem Black, że po prostu słów brakuję. Wracajmy do domu. Dawid musi Cię przebadać.
-I tak mnie kochasz mój kochany braciszku.
-Przez Ciebie i Leona kiedyś osiwieje.
-Za młody jeszcze jesteś. –Usłyszeli, że ktoś się zbliża i szybko wynieśli się z Czarnego Dworu.

czwartek, 10 marca 2016

Rozdział 2 - Wakacje czas zacząć




Bardzo przepraszam za tą przerwę, ale na początku kilka rzeczy zawaliło mi się na głowę a potem nie miałam sił do pisania a jeszcze potem zwyczajnie zamieniłam się w lenia. Dziś jest dzień Mężczyzny, dlatego życzę panom Spełnienia Marzeń a paniom spóźnione Wszystkiego Najlepszego. Głównym powodem, dlaczego wstawiam to dziś jest taki, że w powieści Rowling 10 marca 1960 roku - w czwartek rodzi się Remus Lupin. Mam nadzieję, że jeszcze tu ktoś zagląda. I bardzo proszę o komentarze.




Promienie słoneczne wpadały na moją twarz. Przekręciłem się na drugi bok, ale to nic nie dało. Otworzyłem oczy i spojrzałem na zegarek. Mała wskazówka była na piątce a dłuższa między jedynką a dwójką. Jęknąłem z przerażenia, to jest o wiele za wczesna pora, ale wiedziałem, że już nie zasnę. Poczłapałem najpierw do garderoby a potem do łazienki.
Gdy wróciłem do pokoju. Usiadłem na łóżku i starałem się oczyścić umysł. Od trzech lat próbowałem zostać animagiem. Gdzie słowo próbuje jest kluczowym słowem. Cała ekipa się już zmieniła: Leon jest krukiem, Michael koalą, Alex korą królewską, Rigel lisem, Seth pumą, Alice gazelą granta, Wiktoria dzwonicem, a Emma błazenkiem. A ja nawet nie przeszedłem etapu pierwszego. Wszyscy stwierdzili, że po prostu nie mam formy animagicznej, ale ja się nie poddaję znajdę w końcu swoje środowisko a potem zwierzę.
-Tato!-Usłyszałem krzyk i poszedłem pod pokój Dawida, oparłem się o framugę drzwi. Na łóżku mego brata leżał ojciec a właściciel pokoju siedział na podłodze.
-Twoje łóżko jest wygodniejsze niż moje – oznajmił James.
-No i co z tego a jakbym spał nago?
-Ale nie śpisz!
-Ale mogę spać!
-To wtedy pójdziemy na zakupy i kupię ci bieliznę.
-No i co jeszcze. Może jeszcze będę miał Ci się pokazać w tej bieliźnie?
-Jak będziesz chciał!
-A co powiesz na striptiz?
-Dobrze tylko weź ze sobą jakieś ładne tancerki!
Jeśli ktoś kiedyś myślał, że moja rodzina jest normalna to grubo się mylił. To rodzina wariatów.
-Już wiem, co Ci kupię na urodziny Dawid! – Oznajmiłem a osoby w pokoju na mnie spojrzały.
-Chyba zaczynam się bać.
-Mnie?- Uniosłem brwi.
-Świętego Mikołaja.
-Chyba że, ale Mikołaj jest fajny.
-Tak oczywiście. Dajcie mi pięć minut i zejdę na śniadanie.
-Chodź Harry. Zobaczymy, co tam skrzaty przygotowały.
Na stole stało już przygotowane śniadanie. Przy miejscu pana domu leżało kilka gazet między innymi „Prorok”, „Fakty” magazyn codzienny z USA, oraz „Dziennik” z Australii. Aro prenumerował wiele gazet z różnych części świata, skrzaty kopiowały czasopisma dla różnych osób w domu.
Koło mojego miejsca talerza znajdywała się mała koperta.  Zamknięta była woskową pieczęcią z inicjałami RB. Przełamałem wosk i otworzyłem list.
Witaj Harry!
Mam nadzieję, że nie masz jeszcze planów na dziś i mógłbyś przyjść do mnie po śniadaniu. Będę na Ciebie czekał w bibliotece Blacków.
Twój wuj Regulus.
-Co tam?- Spytał James zaglądając do Dziennika.
-Wujaszek chce się spotkać.
-Rozumiem.
-Coś się dzieje? – Spytał Dawid, gdy dosiadł się do stołu.
-Harry ma kolejną lekcję z Regulusem. A ty, co robisz dziś?
-Spotkam się z kilkoma Penelopą i kilkoma znajomymi.


-Witaj wuju! Czego się pouczymy?
-Witaj Harry! W tamtym roku zdałem Mistrzostwo z Obrony Przed Czarnej Magii i resztę, jeśli chcesz musisz się już sam douczyć.
-W porządku!
-Będę Cię teraz przygotowywał do Wojny.
-To znaczy?
-Na pewno zdarzą Ci się walki z Śmierciożercami opowiem Ci o nich wszystkich, co wiem. Zacznijmy od mej kuzynki Bellatrix jest strasznie przebiegła, ale jest wariatką jedyne, co się dla niej liczy to Voldemort. Nie możesz liczyć, że jeśli życie jej siostry czy męża ją powstrzyma nie zawaha się Cię zaatakować. Mam tu myślodsiewnie pokaże Ci, na co musisz zwrócić uwagę, gdy staniesz przed nią…


Usłyszeliśmy huk. To oznaczało tylko jedno. Wrócili. Szybko z wujaszkiem skończyliśmy i poszliśmy w stronę hałasu.
-Leon! Rigel! Co wy sobie wyobrażacie? – Usłyszałem krzyk cioci Dorcas.
Dwójka wcześniej wymienionych minęła nas w korytarzu. Uciekając przed wkurzoną czarownicą. Leon jest moim jednojajowym bliźniakiem, dlatego wyglądamy tak samo. Ale charakter odziedziczył w dużej mierze po ojcu jest bardziej niż skory do żartów. Dlatego wpada w kłopoty często kilka razy dziennie a zwykle towarzyszy mu Rigel drugi żartowniś. Zwykle tam gdzie ta dwójka się pojawiła miejsce wygląda jak by przeszło przez nie tornado z burzą a potem było tam tsunami. Rigel miał ciemną karnację czarne włosy i szare oczy. I prawie, że nieodłączny figlarny uśmiech.
-Cześć Harry! Cześć wujaszku! – Usłyszałem tylko za plecami ich powitanie.
Weszliśmy do salonu głównego. W pomieszczeniu było wiele osób. Prawie wszyscy mieszkańcy zamku prócz dwóch żartownisiów, którzy zamienili okna w magiczne zdjęcia nagich kobiet.
-Harry! – Alice rzuciła mi się na szyję, zaraz po niej przytuliła mnie Emma a potem Wiktoria.
Alice jest jedyną dziewczyną w rezydencji Potterów. Dlatego dla mnie i dla innych panów Potter jest ona nazywana albo małym chochlikiem, bo wszędzie jej pełno albo iskiereczką. Wygląd odziedziczyła głownie po mamie ma rudę włosy, drobny nos, kształtne usta i zielone oczy. Gdyby mogła całe życie by poświęciła tańcu i szukani znicza na miotle. Wiktoria jest drugą wariatką ma szare oczy blond włosy swojej mamy. Uwielbia sport głównie quidditch. Jest fenomenalną ścigającą. Dla wielu Emma jest ich istnym przeciwieństwem – cichą i spokojną lubiąc czytać książki dziewczyną. Tak naprawdę to trzecia wariatka tylko o tym mało osób wie. Uwielbia szaleć na zakupach jak typowy Malfoy i tańczyć hip hop. Budowę odziedziczyła po mamie, ale platynowe włosy i szare oczy już po ojcu.
Potem przywitałem się mocnym uściskiem dłoni z Michaelem, Alexem, Debenem i Alkaio. Michael najspokojniejszy z naszego rodzeństwa. Typowy realista trudno go przekonać, aby przyjął coś na wiarę. Ma też bardzo ciekawą zdolność malowania zmarłych. Duch przychodzą do niego, aby je namalował. Jednym z jego klientów był Slytherin stąd jego obraz u mnie w sypialni. Ale o tym talencie wiem tylko ja, Leon, Dawid i Seth, no może jeszcze tata się domyśla, ale na razie z nim o tym nikt nie rozmawiał. Odziedziczył niebieskie oczy naszej babci a włosy są czarne, ale czasem widać brązowe lub nawet trochę rude refleksy. Alex jak na Malfoya przystało miał odcień włosów w kolorze platyny i szare oczy. Uwielbia zakupy i najlepiej to by przebierał się człowiek przebierał 20 razy dziennie, ale sadzę, że zabrakłoby mu czasu, ponieważ oczywiście zanim się na coś zdecyduję to miną wieki… Drugim jego hobby po zakupach jest quidditch. Dokładniej mówiąc to pozycja ścigającego. Bracia Black mają czarne włosy i czarne oczy są urwisami, którzy czasami za nami łażą jak przystało na młodsze rodzeństwo, ale obaj mają własne towarzystwo, z którym się zadają.
-Jak rok?- Zapytałem Alexa.
-Serio pytasz? Z Leonem wymienialiście się chyba z cztery razy w tygodniu. – Często korzystamy z bratem, z tego że jesteśmy identyczni. Jak na razie tylko bliźniacy Weasly się zorientowali. A z racji tego że ten rok był najgorszym rokiem w mojej karierze ucznia często robiłem sobie odpoczynek w Australii. Oczywiście w życiu nie naraził bym Leona na spotkanie z Różową Ropuchą więc wymienialiśmy się gdy miałem pewność że nie spotka się on z profesorką od OPCM.
-Faktycznie. Przyjdziesz do nas na obiad?
-W zasadzie to chętnie.
-Kto zdobył Puchar Domów?
-Slytherin. W końcu żaden z wężów nie był w Gwardii. Przez co ich punkty nie miały potem uszczerbku.


-Jak zakończenie? – Zapytał Aro przy obiedzie.
-Dostałem dyplom za najlepszego ucznia klasy piątej. Miałem najwyższe osiągnięcia.
-Kujon – zakasłał Harry.
-Ja zostałam uznana za najlepszą ścigającą w tym roku – pochwaliła się Wiktoria.
-Co roku się wymieniacie albo ty albo Alex dzierżycie ten tytuł. To zaczyna być nudne. Szczególnie, że inne stanowiska też są zajęte. Leon od pięciu lat jest najlepszym pałkarzem a Alice najlepszą szukającą. Tylko dzięki Merlinowi obrońcy się jeszcze zmieniają. – Mruknęła Emma trochę zirytowana.
-A ty zdobyłaś trzecie miejsce w rankingu najlepszego ucznia czwartej klasy.
-To bardzo dobre miejsce. W końcu to podium. – Powiedział Harry.
-Gdybyś należała do którejś z drużyn sportowych to z nich też miała punkty do rankingu na najlepszego ucznia i miałabyś szansę na pierwsze miejsce – powiedział Alex.
-Ale ja nie chcę należeć do drużyn.
-A mnie ciekawi, co by było gdyby dać turniej między szkolny – powiedział Aro zyskując uwagę młodzieży.
-Chcesz zorganizować turniej między szkolny? – Zapytał Harry.
-Dokładnie. Poruszę ten temat na przyjęciu przecież musimy stawiać na młodych rozwijających się przedstawicieli nowego pokolenia. Swoją drogą Harry nie zajrzałbyś do mojego gabinetu zaraz po obiedzie?
-Zajrzę – odparł trochę zdziwiony.
-Zmieńmy temat, bo robi się trochę przytłaczający. Co robicie dziś jeszcze? – Powiedziała Julia
-Idziemy na imprezę – oznajmiła Wiktoria.
-Tylko żadnego alkoholu. – Zaznaczył Aro.
-I macie się opiekować dziewczynkami – dodała matka rodzeństwa.
-Nie – jęknęły razem siostry.
-Mamo oni i bez tego są nadopiekuńczy i jeśli kogoś nie znają nie pozwalają nam zatańczyć – powiedziała Emma.
-I bardzo dobrze – zaznaczył pan tego domu.


Harry po przebraniu się w zieloną koszulę i ciemne dżinsy.
-O, czym rozmawiałeś z moim ojcem?
-Trochę o sprawach politycznych.
-A coś więcej mi powiesz?
-Nie. – Harry uśmiechną się od ucha do ucha.
-Kretyn. Myślisz, że ten strój się nada?
-Tak jest w porządku.
-To samo mówiłeś przy wcześniejszym i jeszcze wcześniejszym.
-Alex jak szykujemy się na jakąś większą imprezę ty zawsze jesteś naszym stylistą nie rozumiem, po co pytasz się mnie o zdanie w wyborze stroju.
-Bo chcę wyrobić w tobie trochę smaku.
-Umiem się ubrać tak abyś nie marudził.
-To nie wystarczy! Wiesz, że jeśli te Mistrzostwa się odbędą to nie będziecie mogli z Leonem się wymieniać? I kto wtedy będzie Ci pokazywał najnowsze trendy mody? Wątpię, aby Weasley lub Granger się na tym znali.
-Więc nie odpuścisz mi teraz?
-Nie.
Po godzinie Alex w końcu był gotowy. Wszyscy spotkali się w holu. Michael i Seth stali i rozmawiali a przysłuchiwali im się Rigel i Leon, którzy podpierali ściany oraz siostry Malfoy oraz Alice.
-Panienka w końcu się ubrała?- Zapytała moja siostra.
-Ubrała a ile ja się przy tym namęczyłem. – Potwierdziłem.
-Idziemy? – Zapytał Alex po powitaniu z Sethem ignorując mnie i Al.
I w końcu wyszliśmy na kluby. Przenieśmy się świstoklikiem do rezydencji Blacków w Nowym Jorku.
-Ile możesz zostać?- Zapytałem Setha.
-Trzy dni. Ojciec jest u Pryncypała Bez Nosa ma coś tam do zrobienia potem ma raport do zdania.
-A co u PBN?- Zapytał Leon używając skrótu na wcześniejsze określenie.
-Liże rany po bitwie w Ministerstwie – odparłem z uśmiechem.
-Zmieńmy temat żadnej wojny do końca wieczora – powiedziała Emma. – Naprawdę musimy się w końcu wyluzować. A to za bardzo dobijające tematy. Chodźcie się bawić.
Emma uśmiechnęła się i pobiegła ulicą ciągnąc za sobą Alexa.
Impreza była dobra wszyscy się wytańczyli i padli zmęczeni w rezydencji nie mając sił wrócić na wyspę.