sobota, 26 marca 2016

Rozdział 3 Najgorsze tortury świata



Wszystkim moim czytelnikom życzę miłych, zdrowych, rodzinnych świąt wielkanocnych.
Dziękuję za komentarz Zuzi oznacza on, że jednak ktoś jeszcze na mojego bloga zagląda.

Rozdział 3 Najgorsze tortury świata

Alice obudziła się, jako pierwsza. Ona, Harry, Leo, Michael i Seth spali na dywanie. W bardzo ciekawych pozycjach. Ona miała głowę na kolanach Harry’ego a na jej nogach spał Leo, Harry spał na kolanach Michaela. A on z kolei miał głowę na kolanach Leona. Tworzyli dziwny kwadrat. A za to Seth miał głowę na brzuchu Wybrańca a jego nogi znajdowały się na klatce piersiowej pałkarza niebezpiecznie blisko jego nosa. Na fotelach spał Alex i Rigel a siostry Malfoy były rozwalone na dwóch sofach.
Delikatnie położyła głowę brata na miękkim dywanie. Nie przewidziała jednak, że noga młodego Snepa przesunie się jeszcze bliżej twarzy Leona.
-Co tak śmierdzi? – Mruknął będący jeszcze w krainie snów pewien żartowniś. Otworzył jedno oko. – Spadaj z tymi nogami Seth!!
-Co za miła pobudka! – Powiedział Harry.
-Prawda. – Odezwał się zaspany Snep. Michael rozejrzał się jeszcze nie całkiem obudzony.
-Zamknijcie się wy wszyscy. – Wymamrotał Alex.
-Słońce jeszcze nie wstało, więc idźcie spać. – Mruknęła Emma.
-Słońce nie wstanie, bo pada. –Zauważył Harry.
-Cicho! – Tym razem odezwała się Wiktoria.
Seth wskazał na korytarz dla tych, którzy się już obudzili, czyli dla rodzeństwa Potter.
-Czas chyba wracać do domu. – Powiedział Michael, gdy wszyscy już byli na korytarzu.
-Przyjdziesz do nas na śniadanie?- Zapytał Harry Setha.
-Jeśli nie będę przeszkadzać – po zapewnieniu, że spokojnie może do nich wpaść. Wszyscy przenieśli się na wyspę i poszli na śniadanie do kwatery Potterów.
-Tato!!! Idźże obudź kogoś innego masz tyle dzieci nie musisz budzić ciągle tylko mnie! – Usłyszeli na wstępie zirytowany głos Dawida.
Usiedli przy stole czekając na dwóch najstarszych Potterów.
-Patrz wrócili. – Powiedział jeszcze zły dziedzic fortuny.
-Widzę. Cześć dzieciaki! – Przywitał się James. Za ostatnie słowo dostał różnego stopnia zirytowane spojrzenia.
-Więc jak było na imprezie? – Zapytał Dawid, po powitaniu.
-W porządku. Dobrze się bawiliśmy. – Odpowiedziała Alice.
-A dziś jakieś plany?
-Nie raczej nie. – Powiedział Michael.
-Ja tak do obiadu mam lekcje u wujaszka Regulsa.
-Nadal? Czego on Cię jeszcze uczy? – Zdziwił się Leo.
-Omawiamy poszczególnych Śmierciożerców ich mocne i słabe strony oraz ich style walki. Czyli to, co może mi się przydać w walce z nimi.

-Gzie TY się podziewałeś przez CAŁY DZIEŃ!!! – Przed obiadem Harry spotkał Alexa.
-Dzień jeszcze trwa. – Zauważył Wybraniec.
-POTTER!!!
-Miałem zajęcia z wujaszkiem, więc się uspokój.
-Nie mogłeś mi powiedzieć?
-Spałeś.
-Przyjmuję wyjaśnienia, ale to ostatni raz. Znaj moją łaskę. – Harry przerzucił tylko oczami przyzwyczajony, że młody Malfoy lubi uważać się za najważniejszą osobę na świecie. Dlatego od czasu do czasu, zachowywał się jak rozpieszczona księżniczka.
-Co zaplanowałeś?
-Nic po prostu wszyscy spotykamy się w u nas w głównym salonie.
-A wszyscy to znaczy, kto?
-Ja, ty, twoje rodzeństwo, Rigel i Seth.
-Rozumiem. Po prostu spędzamy razem czas?
-Tak.
-Gdzie idziemy?
-Do mnie na obiad.
-O nie, dziś jemy u mnie. – Wywiązała się walka na spojrzenia.
-Co robicie? – Zapytał Leon podchodząc do nich.
-Idziemy do nas na obiad. – Odparł Harry z uśmiechem a Alex przewrócił oczami mamrocząc coś o „Kretyńskich debilach, z którymi on biedny się przyjaźni”.
Obiad przebiegł spokojnie, Alex boczył się przez jakieś pięć minut, a potem zupełnie mu przeszło.

Przez ostatnie dwie godziny grali w eksplodującego durnia i gargulki.
-Nudzi mnie to. – Powiedział w pewnej chwili Alex.
-To ty to zaproponowałeś. – Zauważył Seth.
-A, co teraz proponujesz?- Alex zamyślił się w pewnej chwili oczy mu zabłysły, co oznaczało tylko jedno. Wszyscy jak jeden mąż uciekli z pomieszczenia.
-Możemy pójść na zakupy. – Powiedział Malfoy zauważając, że został sam w pomieszczeniu. To oznaczało, że nadszedł czas na polowanie na członków eskapady na zakupy. Z ciężkim westchnieniem wstał myśląc już gdzie może znaleźć poszczególne osoby.
Najpierw skierował się do laboratorium gdzie zastał swego ojca. Bez słowa przeszedł na około sali. Aro zaczął się śmiać domyślając, co się dzieje. Od kilku lat polowania Alexa zdarzały się regularnie trzy razy w roku: na początku i na końcu wakacji oraz na święta Bożonarodzeniowe.


Harry wyznając zasadę „Pod latarnią najciemniej” ukrył się w garderobie Alexa. Za ubraniami, które Malfoy kupił 2 lata temu.
Następnego dnia wyszedł ze swojej kryjówki dopiero w południe, gdy miał już pewność, że zakupowicze poszli na zakupy. W salonie natkną się na Annę Black i Julię Malfoy.
-Witam obecnych! – Powiedział – Alex już poszedł?
-Tak. Swoją drogą gdzie się ukryłeś?
-W jego garderobie.
-Dobra kryjówka. – Powiedziała pani Malfoy śmiejąc się wraz z siostrą.


-Co myślicie o turnieju Quidditcha dla młodzieży? Zorganizowanym tak, aby każda szkoła miała swoją drużynę? – Spytał Aro w czasie kolacji.
-Ciekawy pomysł nie powiem. – Odparł Regulus, marszcząc brwi w zastanowieniu.
-Ale? – Zapytał James.
-Bardziej stawiałbym na umysł.
-W znaczeniu, że co?
-Coś wymyślę, dajcie mi dzień.
Harry już po reakcji dorosłych osób poznał, że ten pomysł bardziej przypadł im do gustu. Zresztą nawet nie musiał widzieć ich twarzy w tym domu od zawsze stawiało się na inteligencję i wiedzę, co do tego wszyscy byli zgodni.

-Dlaczego Dawid zostawił Ci słoiczek z maścią? – Spytał James, gdy zostali sami z Harrym wieczorem. Dawid poszedł do swoich znajomych z uniwersytetu, Leon i Michael zostali złapani przez Alexa a Alice również wybrała się na zakupy z Emmą i Wiktorią.
-Czy ty się zawsze wszystkiego musisz dopatrzyć?
-Przypominam, że jestem twoim ojcem i zajmuję się całą waszą piątką. I jeden z moich podopiecznych nazywa się Leon Potter.
-Tak mając go na głowie lepiej być spostrzegawczym. Swoją drogą nie zrobili nic by narazić się na niebezpieczeństwo utraty życia. – Powiedział mając na myśli swego brat i Rigela.
-Wakacje dopiero się zaczęły.
-Tato oni nie potrzebują 3 sekund, aby zrobić coś durnego!!!
 -To to ja wiem.
-Obejrzymy jakiś film?
-Włącz coś. Przynieść ci piwo kremowe czy colę?
-Piwo!
-Po, co ja się pytałem? Przecież znałem odpowiedź.

Wieczorem, gdy Harry poszedł do swojej sypialni postanowił zajrzeć do głowy Volemorta gdyż przez dzień wyczuwał u niego mocne zdziwienie i niedowierzanie połączone z lekkim rozbawieniem.
-By czynić zło, sposoby zna. Wkrótce będziesz duży, każdy ci to wróży z nas. Nie bój się i tyle to dzięki swojej sile fruniesz sam aż hen do gwiazd… – Usłyszał, gdy wszedł do głowy gada. Młody Black śpiewał Tabalugę będąc pod Crucio. Harry stwierdził, że musiał wziąć on eliksir, który miał sprawiać, że nie czuje się bólu po niektórych klątwach. Tyle, że ten eliksir przeszedł pozytywnie dopiero pierwszą fazę testów.
Wybraniec zaczął się zastanawiać czy najpierw się załamać nad głupotą przyjaciela, czy iść i go ratować. Wiedział, że syn Syriusza ma przy sobie bardzo silny świstoklik, który prawdopodobnie przedrze się przez bariery w Czarnym Dworze.
W między czasie zmienił się repertuar na piosenkę tytułową Muminków.
Harry wrócił do swojej głowy. I postanowił namierzyć Rigela.
-Coś się stało? – Zapytał James widząc minę syna, gdy ten mijał go w salonie.
-Za szybko się pospieszyłem mówiąc o tych kretynach. Niebezpieczeństwo piątego stopnia plus oczywiście dureń Black.
-Powodzenia w ratowaniu.
-Nie dziękuję. Poproś Dawida, aby był tu za jakąś godzinę. – Harry przeniósł się świstoklikiem do Potter Manor.
Który wcale nie był w Dolinie Godryka jak wielu uważało tylko po zachodniej stronie Anglii blisko północnej granicy z Walią. Potem nałożył na siebie silne zaklęcia maskujące oraz niewidkę i kazał różdżce go prowadzić. Trafił do Szkocjii. Zaczekał aż jakiś śmierciożerca otworzy drzwi. Po kilku minutach błądzenia natkną się natkną się na śmierciożerców którzy prowadzili więźniów do lochów na noc. Między tymi ludźmi znajdywał się Black. I Harry po prostu poszedł za nimi.
Po zamknięciu celi Śmierciożercy wyszli.
- Rigel. – Szepnął Wybraniec do przyjaciela, który stał przy kratach. Podał mu gazetę. – Przekaż ludziom ten świstoklik
-Ej ludzie! To zabierze was w bezpieczne miejsce!!! Tylko każdy musi się tego trzymać!
Gdy po kilku minutach przekonywania więźniów, aby mu zaufali. Każdy mugol trzymał gazetę.
-I, co teraz? – Zapytała jakaś dziewczyna.
-Ministerstwo. – Odparł z uśmiechem Rigel.
-Ministerstwo? – Spytał ktoś zdziwiony a że było to hasło odblokowujące, świstoklik się aktywował.
-Wiedziałem, że po mnie przyjdziesz?
-To, dlatego nie użyłeś swojego świstokliku, który jest wszczepiony w twoją łopatkę?
-Zły jesteś?
-Wiesz, że wystarczyłyby dwa słowa a ty byś umarł?
-Za nim klątwa by mnie dopadła, bym go aktywował i się przeniósł do domu.
-Jesteś czasem takim kretynem Black, że po prostu słów brakuję. Wracajmy do domu. Dawid musi Cię przebadać.
-I tak mnie kochasz mój kochany braciszku.
-Przez Ciebie i Leona kiedyś osiwieje.
-Za młody jeszcze jesteś. –Usłyszeli, że ktoś się zbliża i szybko wynieśli się z Czarnego Dworu.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć mam pytanie czy będziesz dalej pisała te opowiadanie

    OdpowiedzUsuń