Wszystkim moim czytelnikom życzę miłych, zdrowych,
rodzinnych świąt wielkanocnych.
Dziękuję za komentarz Zuzi oznacza on, że jednak ktoś
jeszcze na mojego bloga zagląda.
Rozdział 3 Najgorsze tortury świata
Alice obudziła się, jako pierwsza. Ona, Harry, Leo, Michael
i Seth spali na dywanie. W bardzo ciekawych pozycjach. Ona miała głowę na
kolanach Harry’ego a na jej nogach spał Leo, Harry spał na kolanach Michaela. A
on z kolei miał głowę na kolanach Leona. Tworzyli dziwny kwadrat. A za to Seth
miał głowę na brzuchu Wybrańca a jego nogi znajdowały się na klatce piersiowej
pałkarza niebezpiecznie blisko jego nosa. Na fotelach spał Alex i Rigel a
siostry Malfoy były rozwalone na dwóch sofach.
Delikatnie położyła głowę brata na miękkim dywanie. Nie
przewidziała jednak, że noga młodego Snepa przesunie się jeszcze bliżej twarzy
Leona.
-Co tak śmierdzi? – Mruknął będący jeszcze w krainie snów
pewien żartowniś. Otworzył jedno oko. – Spadaj z tymi nogami Seth!!
-Co za miła pobudka! – Powiedział Harry.
-Prawda. – Odezwał się zaspany Snep. Michael rozejrzał się
jeszcze nie całkiem obudzony.
-Zamknijcie się wy wszyscy. – Wymamrotał Alex.
-Słońce jeszcze nie wstało, więc idźcie spać. – Mruknęła
Emma.
-Słońce nie wstanie, bo pada. –Zauważył Harry.
-Cicho! – Tym razem odezwała się Wiktoria.
Seth wskazał na korytarz dla tych, którzy się już obudzili,
czyli dla rodzeństwa Potter.
-Czas chyba wracać do domu. – Powiedział Michael, gdy
wszyscy już byli na korytarzu.
-Przyjdziesz do nas na śniadanie?- Zapytał Harry Setha.
-Jeśli nie będę przeszkadzać – po zapewnieniu, że spokojnie
może do nich wpaść. Wszyscy przenieśli się na wyspę i poszli na śniadanie do
kwatery Potterów.
-Tato!!! Idźże obudź kogoś innego masz tyle dzieci nie
musisz budzić ciągle tylko mnie! – Usłyszeli na wstępie zirytowany głos Dawida.
Usiedli przy stole czekając na dwóch najstarszych Potterów.
-Patrz wrócili. – Powiedział jeszcze zły dziedzic fortuny.
-Widzę. Cześć dzieciaki! – Przywitał się James. Za ostatnie
słowo dostał różnego stopnia zirytowane spojrzenia.
-Więc jak było na imprezie? – Zapytał Dawid, po powitaniu.
-W porządku. Dobrze się bawiliśmy. – Odpowiedziała Alice.
-A dziś jakieś plany?
-Nie raczej nie. – Powiedział Michael.
-Ja tak do obiadu mam lekcje u wujaszka Regulsa.
-Nadal? Czego on Cię jeszcze uczy? – Zdziwił się Leo.
-Omawiamy poszczególnych
Śmierciożerców ich mocne i słabe strony oraz ich style walki. Czyli to, co może
mi się przydać w walce z nimi.
-Gzie TY się podziewałeś przez CAŁY DZIEŃ!!! – Przed obiadem
Harry spotkał Alexa.
-Dzień jeszcze trwa. – Zauważył Wybraniec.
-POTTER!!!
-Miałem zajęcia z wujaszkiem, więc się uspokój.
-Nie mogłeś mi powiedzieć?
-Spałeś.
-Przyjmuję wyjaśnienia, ale to ostatni raz. Znaj moją łaskę.
– Harry przerzucił tylko oczami przyzwyczajony, że młody Malfoy lubi uważać się
za najważniejszą osobę na świecie. Dlatego od czasu do czasu, zachowywał się jak
rozpieszczona księżniczka.
-Co zaplanowałeś?
-Nic po prostu wszyscy spotykamy się w u nas w głównym
salonie.
-A wszyscy to znaczy, kto?
-Ja, ty, twoje rodzeństwo, Rigel i Seth.
-Rozumiem. Po prostu spędzamy razem czas?
-Tak.
-Gdzie idziemy?
-Do mnie na obiad.
-O nie, dziś jemy u mnie. – Wywiązała się walka na
spojrzenia.
-Co robicie? – Zapytał Leon podchodząc do nich.
-Idziemy do nas na obiad. – Odparł Harry z uśmiechem a Alex
przewrócił oczami mamrocząc coś o „Kretyńskich debilach, z którymi on biedny
się przyjaźni”.
Obiad przebiegł spokojnie, Alex
boczył się przez jakieś pięć minut, a potem zupełnie mu przeszło.
Przez ostatnie dwie godziny grali w eksplodującego durnia i
gargulki.
-Nudzi mnie to. – Powiedział w pewnej chwili Alex.
-To ty to zaproponowałeś. – Zauważył Seth.
-A, co teraz proponujesz?- Alex zamyślił się w pewnej chwili
oczy mu zabłysły, co oznaczało tylko jedno. Wszyscy jak jeden mąż uciekli z
pomieszczenia.
-Możemy pójść na zakupy. – Powiedział Malfoy zauważając, że
został sam w pomieszczeniu. To oznaczało, że nadszedł czas na polowanie na
członków eskapady na zakupy. Z ciężkim westchnieniem wstał myśląc już gdzie może
znaleźć poszczególne osoby.
Najpierw skierował się do
laboratorium gdzie zastał swego ojca. Bez słowa przeszedł na około sali. Aro
zaczął się śmiać domyślając, co się dzieje. Od kilku lat polowania Alexa zdarzały się regularnie trzy
razy w roku: na początku i na końcu wakacji oraz na święta Bożonarodzeniowe.
Harry wyznając zasadę „Pod latarnią najciemniej” ukrył się w
garderobie Alexa. Za ubraniami, które Malfoy kupił 2 lata temu.
Następnego dnia wyszedł ze swojej kryjówki dopiero w południe,
gdy miał już pewność, że zakupowicze poszli na zakupy. W salonie natkną się na Annę
Black i Julię Malfoy.
-Witam obecnych! – Powiedział – Alex już poszedł?
-Tak. Swoją drogą gdzie się ukryłeś?
-Dobra kryjówka. – Powiedziała pani
Malfoy śmiejąc się wraz z siostrą.
-Co myślicie o turnieju Quidditcha dla młodzieży?
Zorganizowanym tak, aby każda szkoła miała swoją drużynę? – Spytał Aro w czasie
kolacji.
-Ciekawy pomysł nie powiem. – Odparł Regulus, marszcząc brwi
w zastanowieniu.
-Ale? – Zapytał James.
-Bardziej stawiałbym na umysł.
-W znaczeniu, że co?
-Coś wymyślę, dajcie mi dzień.
Harry już po reakcji dorosłych
osób poznał, że ten pomysł bardziej przypadł im do gustu. Zresztą nawet nie
musiał widzieć ich twarzy w tym domu od zawsze stawiało się na inteligencję i wiedzę,
co do tego wszyscy byli zgodni.
-Dlaczego Dawid zostawił Ci słoiczek z maścią? – Spytał James,
gdy zostali sami z Harrym wieczorem. Dawid poszedł do swoich znajomych z
uniwersytetu, Leon i Michael zostali złapani przez Alexa a Alice również wybrała się na zakupy z Emmą i Wiktorią.
-Czy ty się zawsze wszystkiego musisz dopatrzyć?
-Przypominam, że jestem twoim ojcem i zajmuję się całą waszą
piątką. I jeden z moich podopiecznych nazywa się Leon Potter.
-Tak mając go na głowie lepiej być spostrzegawczym. Swoją drogą
nie zrobili nic by narazić się na niebezpieczeństwo utraty życia. – Powiedział mając
na myśli swego brat i Rigela.
-Wakacje dopiero się zaczęły.
-Tato oni nie potrzebują 3 sekund, aby zrobić coś durnego!!!
-To to ja wiem.
-Obejrzymy jakiś film?
-Włącz coś. Przynieść ci piwo kremowe czy colę?
-Piwo!
-Po, co ja się pytałem? Przecież
znałem odpowiedź.
Wieczorem, gdy Harry poszedł do swojej sypialni postanowił
zajrzeć do głowy Volemorta gdyż przez dzień wyczuwał u niego mocne zdziwienie i
niedowierzanie połączone z lekkim rozbawieniem.
-By czynić zło, sposoby zna. Wkrótce będziesz duży, każdy ci
to wróży z nas. Nie bój się i tyle to dzięki swojej sile fruniesz sam aż hen do
gwiazd… – Usłyszał, gdy wszedł do głowy gada. Młody Black śpiewał Tabalugę
będąc pod Crucio. Harry stwierdził, że musiał wziąć on eliksir, który miał sprawiać,
że nie czuje się bólu po niektórych klątwach. Tyle, że ten eliksir przeszedł
pozytywnie dopiero pierwszą fazę testów.
Wybraniec zaczął się zastanawiać czy najpierw się załamać
nad głupotą przyjaciela, czy iść i go ratować. Wiedział, że syn Syriusza ma przy
sobie bardzo silny świstoklik, który prawdopodobnie przedrze się przez bariery
w Czarnym Dworze.
W między czasie zmienił się repertuar na piosenkę tytułową
Muminków.
Harry wrócił do swojej głowy. I postanowił namierzyć Rigela.
-Coś się stało? – Zapytał James widząc minę syna, gdy ten
mijał go w salonie.
-Za szybko się pospieszyłem mówiąc o tych kretynach. Niebezpieczeństwo
piątego stopnia plus oczywiście dureń Black.
-Powodzenia w ratowaniu.
-Nie dziękuję. Poproś Dawida, aby był tu za jakąś godzinę. –
Harry przeniósł się świstoklikiem do Potter Manor.
Który wcale nie był w Dolinie Godryka jak wielu uważało
tylko po zachodniej stronie Anglii blisko północnej granicy z Walią. Potem
nałożył na siebie silne zaklęcia maskujące oraz niewidkę i kazał różdżce go
prowadzić. Trafił do Szkocjii. Zaczekał aż jakiś śmierciożerca otworzy drzwi.
Po kilku minutach błądzenia natkną się natkną się na śmierciożerców którzy
prowadzili więźniów do lochów na noc. Między tymi ludźmi znajdywał się Black. I
Harry po prostu poszedł za nimi.
Po zamknięciu celi Śmierciożercy wyszli.
- Rigel. – Szepnął Wybraniec do przyjaciela, który stał przy
kratach. Podał mu gazetę. – Przekaż ludziom ten świstoklik
-Ej ludzie! To zabierze was w bezpieczne miejsce!!! Tylko
każdy musi się tego trzymać!
Gdy po kilku minutach przekonywania więźniów, aby mu
zaufali. Każdy mugol trzymał gazetę.
-I, co teraz? – Zapytała jakaś dziewczyna.
-Ministerstwo. – Odparł z uśmiechem Rigel.
-Ministerstwo? – Spytał ktoś zdziwiony a że było to hasło
odblokowujące, świstoklik się aktywował.
-Wiedziałem, że po mnie przyjdziesz?
-To, dlatego nie użyłeś swojego świstokliku, który jest
wszczepiony w twoją łopatkę?
-Zły jesteś?
-Wiesz, że wystarczyłyby dwa słowa a ty byś umarł?
-Za nim klątwa by mnie dopadła, bym go aktywował i się
przeniósł do domu.
-Jesteś czasem takim kretynem Black, że po prostu słów
brakuję. Wracajmy do domu. Dawid musi Cię przebadać.
-I tak mnie kochasz mój kochany braciszku.
-Przez Ciebie i Leona kiedyś osiwieje.
-Za młody jeszcze jesteś. –Usłyszeli, że ktoś się zbliża i
szybko wynieśli się z Czarnego Dworu.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCześć mam pytanie czy będziesz dalej pisała te opowiadanie
OdpowiedzUsuń